Był sobie król

Był sobie paź
i była też królewna
żyli wśród róż
nie znali burz
rzecz najzupełniej pewna
Kochał ją król
kochał ją paź
kochali ją oboje
i ona ich kochała też
kochali się we troje

Lecz srogi los
okrutna śmierć
w udziale im przypadła
króla zjadł pies
pazia zjadł kot
królewnę myszka zjadła
Lecz żeby ci
nie było żal
dziecino ukochana
z cukru był król
z piernika paź
królewna z marcepana.









Kiedy księżyc przyświeca blado,   

idąc niebem na skos,
wtedy zjawia się Desperado,
by srogi wyzwać los,
gwiazdy płyną srebrną armadą,
świetlisty sypią kurz,
lecz nie patrzy w nie Desperado,
cel wybrał już...

Ajajajaj, ajajaja...
bo Desperado cel wybrał już.

Rzucił precz nadzieję daremną,
lękom się śmieje w nos...

Gwiazda Desperado jest ciemna,
spod ciemnej gwiazdy los,
i nie patrzy w świat Desperado,
jak mierny, bierny widz,
bo się rządzi jedną zasadą:
wszystko, lub nic.

Ajajajaj, ajajajaj,
on ma zasadę: wszystko lub nic!

Płynie przez ponure odmęty,
nieświadom skał i raf,
Desperado - święty, przeklęty,
zdany na losu traf.
Desperado, Igrzysko Boże,
wśród zmierzchu krwawych łun,
pożałuje go kiedyś może,
siedem gitary strun...

Ajajajaj, ajajajaj,
wspomni go siedem gitary strun.

Czemuś Desperado mi bliski,
bo ja, normalna rzecz,
mówię w życiu: nic, albo wszystko,
a konwenansom precz,
kiedy księżyc prześwieca blado,
na pożegnanie dnia,
śpiewam Ci - dalej walcz Desperado,
bo ty to ja

Ajajajaj, ajajajaj,
walcz Desperado, bo ty to ja!