Ziemio dobra, ziemio stara
zbyt surowo nie sądź nas,
bądź jak orzeł i jak sarna,
daj nam ciszę, daj nam czas.
Ziemio dobra, ziemio stara,
w mysich dziurach czuwa śmierć
to umiera dawna wiara,
a tej nowej tli się ćwierć...
Może jutro coś się zmieni,
oniemiały zabrzmi dzwon
i zbawieni znów i odkupieni znów,
dony, dony, dony, don-
zarobimy gdzieś pieniądze,
nie wrócimy do tych stron,
i z kamieni dwóch odbudujemy dom,
tylko odwróć, siostro, kartę złą!
Ziemio dobra, ziemio stara
czemu szczęścia nam nie żal?
Każdy ranek nas oddala,
chciałeś palić, no to pal...
Może jutro coś się zmieni
oniemiały zabrzmi dzwon
i zbawieni znów i odkupieni znów,
dony, dony, dony, dony, dony, don-
odnajdziemy miłą miłość,
spadną deszcze, wzejdzie plon
i z pożarów dwóch odbudujemy dom,
tylko odwróć, siostro, kartę złą.
Ziemio dobra, ziemio stara
ty mi przebaczenie dasz...
Byłam sama, jestem sama,
resztę grzechów dobrze znasz,
resztę grzechów dobrze znasz.
Kiedy księżyc przyświeca blado,
idąc niebem na skos,
wtedy zjawia się Desperado,
by srogi wyzwać los,
gwiazdy płyną srebrną armadą,
świetlisty sypią kurz,
lecz nie patrzy w nie Desperado,
cel wybrał już...
Ajajajaj, ajajaja...
bo Desperado cel wybrał już.
Rzucił precz nadzieję daremną,
lękom się śmieje w nos...
Gwiazda Desperado jest ciemna,
spod ciemnej gwiazdy los,
i nie patrzy w świat Desperado,
jak mierny, bierny widz,
bo się rządzi jedną zasadą:
wszystko, lub nic.
Ajajajaj, ajajajaj,
on ma zasadę: wszystko lub nic!
Płynie przez ponure odmęty,
nieświadom skał i raf,
Desperado - święty, przeklęty,
zdany na losu traf.
Desperado, Igrzysko Boże,
wśród zmierzchu krwawych łun,
pożałuje go kiedyś może,
siedem gitary strun...
Ajajajaj, ajajajaj,
wspomni go siedem gitary strun.
Czemuś Desperado mi bliski,
bo ja, normalna rzecz,
mówię w życiu: nic, albo wszystko,
a konwenansom precz,
kiedy księżyc prześwieca blado,
na pożegnanie dnia,
śpiewam Ci - dalej walcz Desperado,
bo ty to ja
Ajajajaj, ajajajaj,
walcz Desperado, bo ty to ja!