Zmarłe konie w cyrku straszą, gdy zapada noc

Popatrz, jak areną biegnie cień
Byłem piękny, byłem młody, śpiewa nocny koń
Resztę mej urody zmyje dzień.

Póki macie siebie, ciebie
Szklankę nocy, kromkę dnia
To orkiestra jeszcze w sercach gra.

Póki jadą jeszcze wozy
Pośród czarnych łąk
To się w końcu zawsze znajdzie port.

Póki jeszcze żadna bujda
Nie zatruła wam dusz
Nie zabraknie dla was słodkich róż.

Póki świecą światła rampy
I choć został jeden widz
To do szczęścia nie potrzeba nic.

Nocą słychać w cyrku hałas pękających serc
Znowu ktoś cyrkówkę kocha mniej...
Rano zmiecie stare serca pracowity stróż
I przeminie echo śpiewki tej.

Póki macie siebie, ciebie...









Bandanamera, napadła banda na mera

u jubilera, napadła banda na mera.

Wzruszeni, wzburzeni szczerze,
wam kablujemy po drutach,
depesze o naszym merze,
który sie kochał w biżutach.

I kiedy w ubiegły wtorek,
do jubilera niósł worek.

Bandanamera, napadła banda na mera
u jubilera, napadła banda na mera.

Interpol ręce umywa,
Herbapol biedny mer łyka,
gangsterów banda złośliwa,
wciąż przed pościgiem umyka,
mer nam podupadł ze zdrowiem,
miasto jest w strachu albowiem

Bandanamera, napadła banda na mera,
łapta ją tera, panowie łapta ją tera.