Kiedy księżyc przyświeca blado,
idąc niebem na skos,
wtedy zjawia się Desperado,
by srogi wyzwać los,
gwiazdy płyną srebrną armadą,
świetlisty sypią kurz,
lecz nie patrzy w nie Desperado,
cel wybrał już...
Ajajajaj, ajajaja...
bo Desperado cel wybrał już.
Rzucił precz nadzieję daremną,
lękom się śmieje w nos...
Gwiazda Desperado jest ciemna,
spod ciemnej gwiazdy los,
i nie patrzy w świat Desperado,
jak mierny, bierny widz,
bo się rządzi jedną zasadą:
wszystko, lub nic.
Ajajajaj, ajajajaj,
on ma zasadę: wszystko lub nic!
Płynie przez ponure odmęty,
nieświadom skał i raf,
Desperado - święty, przeklęty,
zdany na losu traf.
Desperado, Igrzysko Boże,
wśród zmierzchu krwawych łun,
pożałuje go kiedyś może,
siedem gitary strun...
Ajajajaj, ajajajaj,
wspomni go siedem gitary strun.
Czemuś Desperado mi bliski,
bo ja, normalna rzecz,
mówię w życiu: nic, albo wszystko,
a konwenansom precz,
kiedy księżyc prześwieca blado,
na pożegnanie dnia,
śpiewam Ci - dalej walcz Desperado,
bo ty to ja
Ajajajaj, ajajajaj,
walcz Desperado, bo ty to ja!
Przyjdzie dzień, gdy dorośnie Maryla,
jeszcze rok, jeszcze dzień, jeszcze chwila,
już nie zagra, jak dawniej w zielone,
nie popędzi w podróże szalone, hej, hej, hej.
Dla niej diabeł, dla niej raj, pa ta taj, o pa ta taj.
Dla niej anioł, dla niej raj, pa ta taj, o pa ta taj.
Dla niej diabeł, dla niej raj, pa ta taj, o pa ta taj.
Dla niej wszystko naj,naj, naj, pa ta taj, o pa ta taj.
Gdzie podziała się dawna Marylka,
ta, co miała niewinność motylka,
dzisiaj zna ją i Londyn i Łowicz,
wszędzie słychać Marylę Rodowicz.
Hej, hej, hej, dla niej diabeł...
Przyjdzie dzień posiwieje Maryla,
jeszcze rok, jeszcze dzień, jeszcze chwila,
i zapełni się Paryż i Kutno
nowych dziewczyn urodą okrutną.
Dla was diabeł, dla was raj, pa ta taj, o pa ta taj...